wtorek, 31 marca 2020

Alicja w świecie Falowersów


Siedzenie w domu sprzyja spaniu do południa, szczególnie kiedy zmienią czas na letni. Budzisz się i już masz do tyłu pół dnia do tyłu. Jako że nie przyzwyczajony jestem do siedzenia w domu, to cykl dnia mam całkowicie rozregulowany. Tak wiec koło południa śniadanie, herbata i papieros na balkonie. Pogoda jakoś nie rozpieszcza, zimno i prószy śnieg, więc siedzenie na balkonie radości nie sprawia. Kwiatki które posiałem, musiałem zabrać z balkonu, bo by padły. Większa ilość czasu sprzyja dogłębnemu zapoznaniu się ze znajomymi w Social Mediach. Co doprawdy bywa zaskakujące. Pomijając fakt wszędobylskiej polityki, która już irytuje do granic możliwości, to mamy istny zjazd indywiduum. Tak więc na Instagramie, dowiadujesz się że grono znajomych w drodze rozwoju osobistego pozakładała konta na portalach typu Onlyfans. Gdzie dumnie prezentują swoje wdzięki, oraz techniki ruchów posuwistych. Co zaskakujące, zawsze mi się wydawało że aby zostać swoistą gwiazdą filmów dla dorosłych, trzeba posiadać chociaż by ładne ciało. Jak się okazuje, byłem w błędzie. Ciała zazwyczaj zwykłe, czytaj skóra i kości, a do tego często uroda typu radiowego. Jeśli rozumiecie co mam na myśli. I tak człowiek sobie myśli co trzeba mieć w głowie? Aczkolwiek po przestalkowaniu profilu na insta, odpowiedź sama się nasuwa. Nie że neguję, no może trochę, ale przecież to wszyscy widzą. Pomijając pracodawców, sąsiadów, znajomych itp, to nie daj bóg by rodzice by zobaczyli. Ale o moralności ludzkiej można dużo rozprawiać i jak widać jest pojęciem względnym. Kolejnym fenomenem są inni, którzy mają aspiracje influescerskie. I tu już zazwyczaj mamy ładne ciało, urokliwe lico i przekonanie o swojej zajebistości. I ta grupa jest nawet bardziej fascynująca, niż przyszłe insta gwiazdy porno. Zazwyczaj mają swoją rzesze fanów, którzy marzą, o tym by skąpać się w blaskach ich zajebistości. Aspirujący influescerzy są dość ciekawym zjawiskiem. W dobie koronawirusa mamy ich dwa oblicza. Pierwsze - przy samym początku pandemii pierwsi się śmieją, wypowiadają lekceważąco, zasypują śmiesznymi memami i mnóstwem monologów na instastories. Disując każdego kto nad wyraz według ich mniemania panikuje. Drugie - oblicze to już etap kiedy w sumie coś tam dotarło, że no chyba mamy chujnie w kraju i na świecie. Na tym etapie jak by chcą być twarzami walki z koronawirusem. Pierwsi nawołują do siedzenia w domu, dają mnóstwo rad jak przetrwać ten trudny czas, starają się inspirować ludzi swoim trybem życia. Zapewne po przeczytaniu kilku artykułów o epidemii, są już światowej sławy specjalistami. I w momencie kiedy myślisz sobie - nawrócenie godne kanonizacji - zaczynają pojawiać się instastories ze spacerowych wypraw w głąb tłoku ludzi i ze wspólnego spędzania czasu z grupą ludzi na domóweczce. Bo przecież oni na bank są zdrowi! I powiem wam że to jest niesamowite. Tak siedzieć na balkonie, popalając papierosa przeglądać te wszystkie isntastories. A jeszcze zabawniej robi się kiedy znasz tych ludzi prywatnie. I wtedy często obraz social mediów, nie bardzo styka się z rzeczywistością. Instagram i FaceBook daje nam niesamowitą możliwość kreowania swojej osoby, w zależności od pożądanego efektu. I stajemy się w świecie online istnymi gwiazdami, ludzie cię podziwiają, chcą być tacy jak ty, ubierać się tak samo, albo być w tych samych miejscach. I ten efekt kreowania swojej osoby jest bardzo kuszący dla każdego, bez wyjątku. Bo wszakże po co nam chociaż by Instagram? Po to by dzielić się własnymi chwilami, szukając aprobaty w postaci serduszka. I to wcale nie jest niczym złym. Pod warunkiem że jesteś świadomy tego że jest różnica miedzy światem wirtualnym, a realnym. Że jesteś w stanie w towarzystwie choć na chwile się wylogować i naprawdę słuchać ludzi w okół. Jeśli nie, to robi się mały problem. Bo prędzej czy później przyjdzie to rozczarowanie, że nie masz władzy na wykreowanie realnych relacji miedzy ludzkich, nie posiadasz kontroli nad tym co się wydarzy i nie zawsze to co nas spotyka nadaje się na relacje na insta. A potem jest już rozczarowanie, bo przecież nie w takim świecie chce się żyć. Dlatego świadomość realnego życia jest dość istotna w dzisiejszych czasach, bo rozczarowania jakoś łatwiej przejść, bo przecież nie masz 100% władzy nad swoim losem. Mimo że jesteś jego kowalem. Myślę że gdyby "Alicja w krainie czarów" pisana była by dzisiaj, to z pewnością była by gwiazdą instagrama, która nurkuje w norce z milionem falowersów, za sprawą przyjaciólki Białego królika, która wprowadza biedaczkę w świat Insta. A potem to już była by podróż prowadzona przez Kapelusznika, który okazał by się dilerem narkotyków. Kot był by hajem na jakim znalazła się ów panienka. A Królowa Kier to swoiste konsekwencje wyborów dokonanych przez Alicje.


2 tydzień #zostańwdomu

Stare chińskie przysłowie mówi "Obyś żył w ciekawych czasach" - No to powiem wam że przyszło nam w nich żyć i to w bardzo ciekawych. W dobie wirusa który, buszuje po świecie jak narkoman w samarce z fetą. Zatrzymaliśmy się na chwile, by zapewne przemyśleć sobie kilka spraw odnośnie naszego życia. Co zabawne, nie z własnej woli, tylko przymuszeni niczym dzieci za kare, które muszą zastanowić się nad własnym zachowaniem. Oczywiście znajdą się Ci, którzy nie mają nic do przemyślenia i ich wirus nie dotyczy. Potem trochę będą zdziwieni - ale jak to Game Over?!
Tak więc siedzę w domu nie wychylając się zbytnio poza balkon, na którym w 3 dzień kwarantanny złapałem zapalenie ucha. Zapewne pomyślicie jak? A no tak że człowiek przez całe życie bez czapki chodzi, tylko od jesieni do zimy zasuwa w słuchawkach zakrywające uszy. Po czym w momencie posiadania olbrzymiej ilości czasu, stwierdzi że balkon sobie odpicuje, kwiatki posadzi, będzie gdzie usiąść i zapalić iqosa. No i jak pomyślał tak zrobił, posprzątał doniczki w których był susz kwiatów jeszcze z lata. Kupił ziemie, sadzonki i był Bohaterem własnego balkonu. Szkoda tylko że zamiast słuchawek na balkonie odpalił niczym osiedlowy Janusz głośnik JBL i grzebiąc w ziemi zasłuchiwał się w muzykę lat 80'. Tylko że akurat tego czasu na osiedlu wiatr miał pętle, bo zawracał znowu do Kielc, by tam piździało. I niby balustrady na balkonie szklane i nie małe, ale wiatr hulał, muzyka grała, Bohater swego domu bez czapki grzebał w ziemi i tadam! A jako iż jestem pracoholikiem, to mój organizm działa na zasadzie wysokich obrotów tylko wtedy kiedy pracuje. Jak tylko do głowy dojdzie że mam wolne, zaczyna się. Obroty spadają i odporność mniejsza, bo przecież teraz masz czas by się leczyć. I tak oto osiedlowy Janusz Vel Bohater swojego balkonu nabył zapalenie ucha.
Przez półtora tygodnia przeprowadziłem badania In Vivo dostępnych środków przeciwbólowych. Spokojnie mógł bym opisać czas reakcji organizmu, zmniejszenie bólu oraz czas działania różnego rodzaju ibuprofenu i paracetamolu w różnych dawkach. I tak oto dowiedziałem się że działanie leków przeciwbólowych tych mocniejszych wynosi 4 godziny, ponadto okazało się żołądek nie za bardzo przepada za ów środkami. Wręcz daje do zrozumienia właścicielowi że mu się najwyraźniej nie podoba ilość zażywanych substancji. A że zapalenie ucha do najprzyjemniejszych nie należy i w skali bólu znajduje się na kresce z dopiskiem "w chuj bardzo bali", to człowiek wpierdzielał ibuprofen jak Skittlesy. Oczywiście nie obyło się bez antybiotyku, załatwianego przez erecepte, bo akurat w tym czasie dostać się do lekarza graniczy z cudem. I tak przez półtorej tygodnia zajadałem się medykamentami, spałem, zwijałem się z bólu i próbowałem przetrwać ten czas. Co zabawne przez 5 lat miałem święty spokój, tyle czasu było na łapanie takiego syfu, to nie! Najlepiej w momencie Epidemii sobie zachorować. Gdzie nie bardzo możesz wybrać się do lekarza. I leki na oko sobie załatwiasz. Tak ja należę do tych ludzi, którzy na 10 osób w tłumie ptak stwierdzi że akurat mnie obsra. Aczkolwiek pocieszające jest to, a propos fekaliów że lepiej mieć zapalenie ucha niż zatrucie Salmonellą jak koleżanka. No ale na dzień dzisiejszy lepiej mieć zapalenie ucha i sraczkę z zatrucia niż koronawirusa. Tak lepiej doszukiwać się plusów.

Alicja w świecie Falowersów

Siedzenie w domu sprzyja spaniu do południa, szczególnie kiedy zmienią czas na letni. Budzisz się i już masz do tyłu pół dnia do tyłu....